Krem z filtrem to jeden z tych kosmetyków, które prawie wszyscy mają w domu, a mało kto stosuje je naprawdę dobrze. Kupujemy wysoki numer na opakowaniu, smarujemy się raz rano na plaży i mamy poczucie, że temat ochrony jest załatwiony. Tymczasem to właśnie sposób nakładania, ilość kremu i jego skład decydują o tym, czy skóra jest realnie chroniona, czy tylko nam się tak wydaje. Dobra wiadomość jest taka, że wystarczy zrozumieć kilka zasad, żeby filtr zaczął działać tak, jak powinien.
Co tak naprawdę oznacza SPF
Skrót SPF pochodzi od angielskiego sun protection factor i mówi o tym, jak dobrze produkt chroni skórę przed promieniowaniem UVB, czyli tym odpowiedzialnym za oparzenia słoneczne. Wbrew pozorom liczba przy SPF nie oznacza czasu, przez jaki możemy bezpiecznie przebywać na słońcu. To wskaźnik tego, jaką część promieniowania filtr zatrzymuje.
Różnice między popularnymi wartościami wyglądają następująco:
| Filtr | Ile promieniowania UVB zatrzymuje | Ile dociera do skóry |
|---|---|---|
| SPF 15 | około 93 procent | około 7 procent |
| SPF 30 | około 97 procent | około 3 procent |
| SPF 50 | około 98 procent | około 2 procent |
Na pierwszy rzut oka różnica między SPF 30 a SPF 50 wydaje się kosmetyczna. W praktyce oznacza jednak, że przy niższym filtrze do skóry dociera mniej więcej o połowę więcej promieniowania. Żaden filtr nie blokuje stu procent promieni, dlatego samo posmarowanie się kremem nie daje pełnej ochrony i nie zwalnia z rozsądku w słońcu.
UVA i UVB, czyli dwóch różnych przeciwników
Do skóry docierają dwa rodzaje promieniowania ultrafioletowego i warto je rozróżniać, bo działają inaczej. UVB jest krótkofalowe, najsilniejsze latem i w środku dnia, i to ono powoduje bolesne oparzenia oraz w największym stopniu inicjuje procesy nowotworowe. UVA jest długofalowe, dociera do nas przez cały rok, przenika chmury, a nawet szyby, i wnika głębiej w skórę. To głównie ono odpowiada za fotostarzenie, przebarwienia i przedwczesne zmarszczki.
Tu pojawia się częsta pułapka. Wysokie SPF mówi tylko o ochronie przed UVB. Jeśli chcesz mieć pewność, że produkt chroni też przed UVA, poszukaj na opakowaniu symbolu UVA w kółeczku. W Unii Europejskiej oznacza on, że ochrona przed UVA wynosi co najmniej jedną trzecią wartości SPF. Na kosmetykach azjatyckich spotkasz też skalę PA, gdzie PA++++ oznacza najwyższy poziom ochrony przed UVA. Dobry filtr powinien być zawsze szerokopasmowy, czyli chronić przed obydwoma rodzajami promieniowania.
Jaki filtr wybrać do swojej skóry
Nie ma jednego idealnego filtra dla wszystkich. Punktem wyjścia jest fototyp, czyli naturalna reakcja skóry na słońce. Osoby o bardzo jasnej karnacji, z piegami, jasnymi lub rudymi włosami, które łatwo się oparzają i rzadko brązowieją, powinny sięgać po SPF 50 lub 50+. Przy skórze łatwiej się opalającej można rozważyć SPF 30, choć w pełnym letnim słońcu, w górach i nad wodą wysoki filtr zawsze jest bezpieczniejszym wyborem.
Znaczenie ma też sytuacja. Do codziennego chodzenia po mieście wystarczy lżejszy krem z filtrem na twarz, ale na plażę, długi spacer czy aktywność na dworze warto wziąć produkt o wyższym numerze i odporny na wodę. Osobna zasada dotyczy dzieci. Niemowląt poniżej szóstego miesiąca życia w ogóle nie należy wystawiać na bezpośrednie słońce, a starszym dzieciom najlepiej służą filtry mineralne, delikatne dla wrażliwej skóry.
Filtr mineralny czy chemiczny
W aptekach i drogeriach znajdziesz dwa główne rodzaje filtrów. Filtry mineralne, nazywane też fizycznymi, opierają się na tlenku cynku i dwutlenku tytanu. Tworzą na skórze warstwę, która odbija promieniowanie, działają od razu po nałożeniu i rzadziej podrażniają, dlatego dobrze sprawdzają się u dzieci oraz osób z cerą wrażliwą i skłonną do alergii. Ich wadą bywa gęstsza konsystencja i biały nalot.
Filtry chemiczne pochłaniają promieniowanie i zamieniają je w nieszkodliwe ciepło. Są zwykle lżejsze, łatwiej się rozprowadzają i lepiej wtapiają w skórę, co doceniają osoby stosujące filtr pod makijaż. Potrzebują za to około dwudziestu minut, żeby zacząć w pełni działać, dlatego trzeba je nakładać przed wyjściem z domu. Coraz częściej producenci łączą oba rodzaje w jednym produkcie, żeby połączyć ich zalety.
Ile kremu nakładać i jak często
To jest miejsce, w którym najczęściej popełniamy błędy. Filtry są testowane przy dawce około dwóch miligramów na centymetr kwadratowy skóry. W praktyce oznacza to znacznie więcej kremu, niż większość z nas nakłada. Na samą twarz i szyję potrzeba mniej więcej od jednej trzeciej do połowy łyżeczki, a na całe ciało dorosłej osoby około trzydziestu mililitrów, czyli tyle, ile mieści się w kieliszku. Jeśli nałożysz cieńszą warstwę, realna ochrona spada, nawet jeśli na opakowaniu widnieje SPF 50.
Równie ważne jest ponawianie. Filtr ściera się, spływa z potem i wodą, dlatego trzeba go nakładać ponownie co około dwie godziny, a także po każdej kąpieli, mocnym spoceniu się i wytarciu ręcznikiem. Napis, że produkt jest wodoodporny, nie oznacza, że działa bez końca. Mówi jedynie, że utrzymuje deklarowaną ochronę przez określony czas w wodzie, zwykle czterdzieści lub osiemdziesiąt minut, a potem i tak trzeba go odnowić.
Najczęstsze mity, które szkodzą skórze
Wokół opalania narosło mnóstwo przekonań, które potrafią uśpić czujność. Warto rozprawić się z kilkoma najpopularniejszymi.
- W pochmurny dzień nie trzeba się chronić. Nieprawda. Przez cienkie chmury przenika nawet do osiemdziesięciu procent promieniowania, więc skóra pracuje na słońcu także wtedy, gdy go nie widać.
- W wodzie jestem bezpieczny. Woda, piasek i śnieg odbijają promienie i dodatkowo zwiększają dawkę, jaką przyjmuje skóra. Kąpiel nie chroni, tylko zmywa filtr.
- Filtr blokuje witaminę D. Badania nie potwierdzają, żeby prawidłowe stosowanie kremu z filtrem prowadziło do jej niedoboru. Zdecydowanie lepiej dbać o poziom witaminy D poprzez dietę i suplementację niż celowo doprowadzać się do oparzeń.
- Opalenizna oznacza zdrowie. Brązowa skóra to w rzeczywistości reakcja obronna na uszkodzenie DNA komórek. Nie ma czegoś takiego jak zdrowa opalenizna z solarium, które Światowa Organizacja Zdrowia zalicza do czynników rakotwórczych.
Krem to nie wszystko
Filtr jest bardzo ważny, ale najlepiej działa jako część większej całości. Latem, gdy najwięcej czasu spędzamy na dworze, warto ograniczać przebywanie w pełnym słońcu między godziną jedenastą a piętnastą, nosić nakrycie głowy, okulary z filtrem UV i przewiewne, ale zakrywające ubrania. Ochrona przed słońcem idzie w parze z ochroną przed przegrzaniem, dlatego przy wysokich temperaturach dobrze znać także objawy, które daje udar cieplny, i wiedzieć, jak zareagować.
Sam krem nie zwalnia też z obserwacji własnej skóry. Raz w miesiącu warto dokładnie obejrzeć znamiona metodą ABCDE, zwracając uwagę na ich asymetrię, nieregularne brzegi, niejednolity kolor, duży rozmiar oraz wszelkie zmiany w czasie. Jeśli coś wygląda niepokojąco albo szybko się zmienia, nie zwlekaj z wizytą u dermatologa. Więcej o tym, jak wygląda groźny nowotwór skóry i po czym go poznać, znajdziesz w naszym poradniku o tym, jak rozpoznać czerniaka.
Najczęstsze pytania
Czy filtr trzeba stosować także zimą i w mieście?
Promieniowanie UVA dociera do nas przez cały rok, niezależnie od pory roku i pogody. Do codziennej ochrony twarzy wystarczy zwykle lżejszy krem z filtrem, ale warto stosować go regularnie, bo to właśnie sumujące się przez lata dawki promieniowania najbardziej starzą skórę.
Czy filtr z zeszłego sezonu nadaje się do użycia?
Sprawdź datę ważności oraz symbol otwartego słoiczka z liczbą miesięcy. Otwarty i przechowywany przez lato w gorącym samochodzie krem mógł stracić skuteczność. Jeśli zmienił zapach, kolor lub konsystencję, lepiej kup nowy.
Czy wysoki SPF pozwala zostać na słońcu dłużej?
Nie w takim sensie, w jakim często się to rozumie. Wyższy filtr zatrzymuje więcej promieniowania, ale nie znosi konieczności ponawiania go co dwie godziny ani chowania się w cień w najgorętszych godzinach.
Artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje porady lekarza ani dermatologa. W razie niepokojących zmian skórnych lub pytań o dobór ochrony przeciwsłonecznej skonsultuj się ze specjalistą.
