Wystarczy jeden spacer po lesie, popołudnie na działce albo grzybobranie, żeby wrócić do domu z kleszczem. Większość z nas kojarzy te pasożyty głównie z boreliozą, tymczasem ten sam kleszcz może przenieść coś znacznie groźniejszego dla układu nerwowego. Kleszczowe zapalenie mózgu, w skrócie KZM, potrafi zacząć się jak banalne przeziębienie, a skończyć na oddziale neurologicznym. Co gorsza, nie ma leku, który by je zatrzymał. Dobra wiadomość jest jednak taka, że tej akurat chorobie można w prosty sposób zapobiec.
Czym właściwie jest KZM
Kleszczowe zapalenie mózgu to wirusowa choroba ośrodkowego układu nerwowego. Wywołuje ją wirus z rodziny Flaviviridae, a jego głównym nosicielem w naszym klimacie jest kleszcz pospolity. Do zakażenia dochodzi najczęściej przez ukąszenie, ale istnieje też druga, mniej oczywista droga: spożycie niepasteryzowanego mleka zakażonych kóz, owiec lub krów oraz przetworów z takiego mleka. Dlatego prosto z gospodarstwa warto pić wyłącznie mleko przegotowane.
Kluczowa różnica w porównaniu z bakteriami polega na tym, że wirus KZM znajduje się w ślinie kleszcza i może zostać przeniesiony niemal natychmiast po wkłuciu. Szybkie usunięcie pajęczaka chroni więc głównie przed chorobami, które potrzebują wielu godzin żerowania, a na KZM daje mniejszą ochronę, niż mogłoby się wydawać.
Jeden kleszcz, dwie różne choroby
KZM bywa mylone z boreliozą, choć to dwie zupełnie inne historie. Najkrócej można to ująć tak: to samo ukąszenie, dwa różne scenariusze.
- KZM jest chorobą wirusową. Nie działają na nią antybiotyki, a jedyną realną tarczą jest szczepienie.
- Borelioza to zakażenie bakteriami z grupy krętków. Wykryta w porę jest w pełni wyleczalna za pomocą antybiotyków, ale nie istnieje przeciwko niej szczepionka.
W praktyce jeden kleszcz może zarazić od razu obiema chorobami. Jeśli chcesz dokładniej poznać drugą stronę tego problemu, opisaliśmy ją osobno w tekście o tym, czym jest borelioza i jak rozpoznać rumień wędrujący.
Dwufazowy przebieg, który łatwo przeoczyć
Najbardziej podstępne w KZM jest to, że choroba zwykle przebiega w dwóch etapach, między którymi pacjent czuje się dobrze i często sądzi, że wszystko już minęło.
- Faza pierwsza, zwiastunowa. Pojawia się kilka do kilkunastu dni po ukąszeniu i przypomina grypę. Dają o sobie znać gorączka, bóle głowy, mięśni i stawów, osłabienie oraz nudności. Ten etap trwa zwykle od dwóch do siedmiu dni, a u wielu osób na tym się kończy i dochodzi do samoistnego wyzdrowienia.
- Faza druga, neurologiczna. Przychodzi średnio po tygodniu wyraźnej poprawy, dlatego bywa tak zaskakująca. Wirus atakuje wtedy układ nerwowy, a objawy to wysoka gorączka, silny ból głowy, sztywność karku, światłowstręt i nadwrażliwość na dźwięki. Może rozwinąć się zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, a w cięższych przypadkach zapalenie mózgu z zaburzeniami świadomości, niedowładami czy drgawkami.
To właśnie druga faza decyduje o powadze całej choroby i to ona może zostawić trwały ślad.
Kto choruje ciężej i jakie są powikłania
U większości chorych rokowanie jest dobre, a śmiertelność nie przekracza kilku procent. Problem w tym, że KZM potrafi zostawić po sobie długi ogon dolegliwości. Do najczęstszych powikłań należą przewlekłe bóle i zawroty głowy, zaburzenia pamięci i koncentracji, kłopoty z równowagą, osłabienie mięśni, a w najcięższych przypadkach niedowłady kończyn oraz zmiany nastroju o charakterze depresyjnym. Powrót do pełnej sprawności bywa rozłożony na wiele miesięcy.
Szczególnie ostrożne powinny być osoby starsze. Wraz z wiekiem wyraźnie rośnie ryzyko ciężkiego przebiegu i trwałych następstw neurologicznych, dlatego seniorzy oraz osoby po pięćdziesiątce zaliczani są do grupy podwyższonego ryzyka.
Diagnostyka i leczenie, czyli dlaczego liczy się profilaktyka
Rozpoznanie opiera się na obrazie klinicznym, wywiadzie dotyczącym kontaktu z kleszczami oraz badaniach krwi i płynu mózgowo-rdzeniowego, w których wykrywa się przeciwciała przeciwko wirusowi. I tu dochodzimy do sedna problemu. Nie istnieje leczenie przyczynowe KZM. Nie ma leku, który usunąłby wirusa z organizmu, więc terapia polega wyłącznie na łagodzeniu objawów. Stosuje się środki przeciwbólowe, przeciwgorączkowe i przeciwzapalne, leki obniżające ciśnienie wewnątrzczaszkowe, a w ciężkich przypadkach leczenie odbywa się w szpitalu, czasem na oddziale intensywnej terapii. Organizm musi sam poradzić sobie z infekcją.
W Polsce choruje coraz więcej osób
Jeszcze niedawno KZM kojarzono niemal wyłącznie z północno-wschodnim krańcem kraju. Rzeczywiście, województwa podlaskie oraz warmińsko-mazurskie od lat notują największą liczbę zachorowań i to tam odnotowuje się nawet do 80 procent wszystkich przypadków. Problem w tym, że sytuacja się zmienia. Najnowsze dane pokazują, że zakażone kleszcze i zachorowania na KZM stwierdza się już w każdym województwie.
Rosną też liczby. Przez lata mówiło się o mniej więcej 150 do 250 przypadków rocznie, tymczasem w 2023 roku odnotowano ich 661, a w 2024 roku aż 793. To najwięcej od dawna i wyraźny sygnał, że łagodne zimy oraz dłuższy sezon aktywności kleszczy realnie przekładają się na nasze zdrowie.
Szczepienie, czyli jedyna realna tarcza
Skoro nie ma leku, cała nadzieja leży w profilaktyce, a najskuteczniejszą jej formą jest szczepienie. To jedyna metoda, która chroni przed samą chorobą i jej neurologicznymi powikłaniami, a nie tylko zmniejsza ryzyko ukąszenia.
Podstawowy schemat obejmuje trzy dawki. Dwie pierwsze podaje się w odstępie od jednego do trzech miesięcy, a trzecią od pięciu do dwunastu miesięcy po drugiej. Później co trzy do pięciu lat zaleca się dawkę przypominającą. Dla osób, które planują wyjazd w rejon zagrożenia i nie zdążą ze standardowym cyklem, dostępny jest też schemat przyśpieszony. Zaszczepić się można w wielu przychodniach POZ oraz punktach szczepień, a coraz częściej także w aptekach.
Warto od razu powiedzieć o kosztach, bo szczepienie w większości przypadków nie jest refundowane. Za jedną dawkę trzeba zapłacić orientacyjnie od 120 do 180 złotych, więc cały cykl podstawowy to wydatek rzędu kilkuset złotych. Wyjątkiem bywają lokalne programy samorządowe oraz osoby narażone zawodowo, na przykład leśnicy, którym szczepienie finansuje pracodawca.
Kto powinien rozważyć szczepienie w pierwszej kolejności? Przede wszystkim mieszkańcy rejonów o wysokiej liczbie zachorowań, osoby spędzające dużo czasu w lasach, na łąkach i działkach, turyści, grzybiarze, a także pracujący w terenie leśnicy, rolnicy i myśliwi. Ze względu na cięższy przebieg choroby na szczepienie warto spojrzeć przychylnie również po pięćdziesiątym roku życia.
Jak ograniczyć ryzyko ukąszenia
Szczepienie nie zwalnia z ostrożności, a zdrowy rozsądek w terenie ogranicza ryzyko także innych chorób odkleszczowych. Warto trzymać się kilku prostych zasad:
- na wyprawy do lasu i na łąki zakładaj długie spodnie i koszulę z długim rękawem, najlepiej w jasnym kolorze, na którym łatwiej dostrzec kleszcza,
- stosuj repelenty na odsłoniętą skórę i odzież,
- po powrocie dokładnie obejrzyj całe ciało, zwłaszcza zgięcia kolan i łokci, pachwiny, kark i skórę głowy,
- znalezionego kleszcza usuń jak najszybciej pęsetą lub specjalnym przyrządem, chwytając go tuż przy skórze i wyciągając pionowo, bez wykręcania i bez smarowania tłuszczem czy alkoholem,
- miejsce po ukąszeniu zdezynfekuj i obserwuj przez kilka tygodni.
Szczegółowy poradnik o tym, jak chronić się przed kleszczami i co robić po ukąszeniu, przygotowaliśmy osobno. A jeśli latem doskwierają ci również inne owady, zajrzyj do tekstu o tym, jak łagodzić ukąszenia komarów i meszek.
Kleszczowe zapalenie mózgu to jedna z tych chorób, w przypadku których łatwiej zapobiegać, niż leczyć, bo leczenia przyczynowego po prostu nie ma. Jeśli mieszkasz lub odpoczywasz tam, gdzie kleszczy nie brakuje, rozmowa z lekarzem o szczepieniu jest jedną z najprostszych rzeczy, jakie możesz zrobić dla swojego układu nerwowego.
Ten artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji z lekarzem. W sprawie szczepienia oraz w razie niepokojących objawów po ukąszeniu kleszcza skontaktuj się z lekarzem.
